Sie 22 2016

Balkon i koty, czyli miejski relaks.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Jest prawdą powszechnie znaną, że koty lubią wypoczywać. Ludzie podobno też, ale jakoś tego, na co dzień nie widać.

 

Nasza kocia trójka także uprawia codzienny relaks na wiele sposobów.

Ostatnio opiekunowie urządzili nam luksusowy kącik wypoczynkowy na balkonie. Jest naprawdę wspaniały.

Mamy do dyspozycji wygodną ławkę z materacykiem, ciepłe od słońca płytki pod łapkami, piękne kwiaty i widok z balkonu na całą okolicę. Dla naszego bezpieczeństwa założono nawet specjalna siatkę ochronną na tym balkonie, aby któreś z nas przypadkiem z niego nie spadło. Balkon dodatkowo chronią przed słońcem białe zasłonki.

 

Balkon w pełnej krasie.

 

Ja uwielbiam przebywać na tym balkonie o każdej porze dnia. Oczywiście, gdy jest ciepło! Już od rana czekam cierpliwie, aż drzwi balkonu zostaną otwarte i natychmiast usadawiam się wygodnie na ławce. Niestety zaraz za mną przybiega Lenek i muszę się trochę podsunąć, aby i on się na tej ławce zmieścił.

 

Nie ma już miejsca dla dodatkowego kota!

 

Czasem walczę o wygodniejsze miejsce, bo Lenek jest większy i strasznie się rozpycha. Trochę to trwa zanim uzgodnimy szczegóły wspólnego bytowania na jednej ławce.

 

I kto tu się rozpycha!

 

Gdy wreszcie zapadamy w drzemkę pojawia się Mała, jak zwykle spóźniona.

 

Mała i Lenek, trochę niezadowolony.

 

Zastając ławkę zajętą przez dwa wielkie kocie ciała ze zwisającymi ogonami, kładzie się spokojnie na płytkach balkonu i ogląda świat z góry. Kotka jest ciekawska i woli patrzeć niż spać. A interesuje ja wszystko. Ludzie poruszający się bezładnie po osiedlowych ścieżkach, biegające i szczekające bez sensu psy no i oczywiście przelatujące obok balkonu ptaki lub owady.

 

Niestety o polowanku na ptaki Mała może zapomnieć, ale roztargniona mucha od czasu do czasu wpada do jej łakomego pyszczka, pacnięta zwinnie łapą.

 

Jak widać, nawet w mieście koty znajdą dla siebie kawałek kociego raju.

 

 

 Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

Na razie brak odpowiedzi

Sie 15 2016

Przyjechał nowy kot, chociaż nie całkiem nowy.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Od kilku dni po naszym nowym domu wałęsają się już trzy koty. Nie wiem, jak ja to zniosę!

 

Jeszcze z Małą dobrze nie „ przetrawiliśmy” ostatnich zmian w naszym kocim życiu a już spotkała nas kolejna niespodzianka. Gdy pewnego dnia rano Pan wychodził z domu nawet nie podejrzewałem, że jego powrót może być dla nas kotów tak brzemienny w skutkach.

 

Smacznie sobie spałem po południu na ulubionym legowisku, gdy usłyszałem jak drzwi wejściowe otwierają się, a za nimi rozlegają się głośne miauki.

 

Szybko wstałem i pobiegłem zbadać, co się dzieje. I…zderzyłem się nos w nos z przerażonym kotem Lenkiem. Okazało się, że to on zjawił się razem z Panem, przyniesiony w kontenerku. Oprócz kota przytaszczono chyba cały jego majątek, z kuwetą i miskami na czele.

Lenek

Stałem zaskoczony i nie wiedziałem, co robić w takiej sytuacji. Lenek też zamarł. Szybko jednak doszedł do siebie i zaczął syczeć oraz jeżyć złowrogo sierść. Nie namyślając się wiele zrobiłem to samo. Mała w ogóle się nie pojawiła. Pewnie siedziała przestraszona w jakimś zakamarku, udając, że nie istnieje.

 

Po „gorącym” powitaniu nowego przybysza zwiałem do pokoju. Pani wzięła Lenka na ręce i przyniosła, wystraszonego, za mną do pokoju, aby go uspokoić.

A kto uspokoi mnie!

 

I dlaczego Lenek do nas przyjechał! Czy nie ma własnego domu!!! Miałem do Pani całe mnóstwo pytań, które pozostały bez odpowiedzi. Dopiero po pewnym czasie dowiedziałem się, że niestety Pani mama jest chora i jej kot musi zostać z nami.

 

Kilka godzin po przybyciu nowego członka naszej kociej rodziny, jakoś wszyscy się uspokoiliśmy. Dużą rolę odegrał tutaj smaczny obiadek. Jednak każdy kot jadł go w innym pomieszczeniu. Lenek, gdy już się najadł, obszedł powoli i obwąchał całe mieszkanie, po czym stwierdził, że może w nim zamieszkać.

 

Mała też przestała się chować. Ale na wszelki wypadek, gdy przechodziła koło Lenka „ syczała” na niego dla porządku. Syczała tak jeszcze dobre kilka dni, aż w końcu jej się znudziło. Teraz zawarliśmy z nowym przybyszem rozejm, czyli mijając się udajemy, że się nie widzimy.

Każdy kot powinien znać swoje miejsce.

Występują jeszcze między nami, od czasu do czasu, różnice zdań w wielu kocich kwestiach. Na przykład w takiej, kto ma prawo leżeć na moim ulubionym legowisku. Ja, w przeciwieństwie do Lenka, nie mam, co do tego żadnych wątpliwości. To są jednak nieistotne detale.

Nie ma wątpliwości, do kogo należy legowisko.

 

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że nadmiar kocich istot w domu, podobnie jak nadmiar ludzkich opiekunów, nie zawsze musi być problemem.

 

  

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

Na razie brak odpowiedzi

Sie 08 2016

Nowy dom i koty, czyli zmiany, zmiany, zmiany.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Od kilku dni przebywamy z Małą w innym Domu! Nowy dom wygląda jednak inaczej niż nasz prawdziwy Dom. Nasi opiekunowie nazywają to miejsce mieszkaniem. Na dodatek mieszkanie jest w mieście. Wcześniej bywaliśmy już w tym miejscu kilka razy. Ale nie trwało to długo. Zaraz potem wracaliśmy do prawdziwego domu na wsi i do naszego ogrodu. Teraz jednak ma być inaczej.

 

Ale zacznę od początku.

 

Najpierw zauważyłem, że Pani i Pan od kilku miesięcy cicho rozmawiają w salonie i nad czymś się naradzają. Potem zaczęło się oglądanie domu przez obcych i wynoszenie niektórych sprzętów. Na końcu dowiedziałem się, przypadkiem, że oboje chcą coś komuś WYNAJĄĆ. Ale nie miałem pojęcia, o co chodzi. Kotka niczego nie zauważała i żyła własnym życiem.

 

Jednak kilka dni temu, bez uprzedzenia, zostaliśmy zapakowani do kontenerów i zabrani w siną dal. Dopiero wtedy zrozumieliśmy, że coś jest nie tak.

 

Ponieważ podróż w samochodzie bardzo nam się dłużyła, więc dla rozrywki zaczęliśmy koncert miauków. Darliśmy się dosyć głośno a Mała dodatkowo wierzgała ile wlezie w swoim kontenerku. Od tego wierzgania była cała mokra. Pan, który prowadził samochód, mając obok rozhisteryzowanego zwierzaka, też był spocony jak przysłowiowa mysz.

 

W końcu dotarliśmy do celu i zostaliśmy „ wypuszczeni” do innej domowej przestrzeni. Osobiście bardzo lubię to mieszkanie w mieście. Zaraz zresztą poczułem się jak u siebie, widząc kilka znajomych mebli.

 

Na wszelki wypadek zaczęliśmy jednak koci obchód nowej siedziby. Kotka szybko znalazła kącik dla siebie w… kanapie, stojącej w dużym pokoju. Natychmiast schowała się do tej kanapy i zaczęła biegać tam i z powrotem, tłukąc się po całym wnętrzu. Wydawała się całkiem zadowolona ze zmiany.

 

Ja, jak każdy poważny kot, wolałem przejść się dostojnie po wszystkich zakamarkach, obwąchując dokładnie nasz nowy dom. Pani nie zwracała na nas uwagi, zajęta porządkowaniem przywiezionych wcześniej rzeczy. Pan także ciągle coś wnosił i wynosił. Jednym słowem każdy pochłonięty był swoimi sprawami.

 

Po pewnym czasie dostaliśmy nowe kuwety ze świeżym żwirkiem, ładne miseczki z łapkami a w nich… dużo smakowitości. Może to była nagroda za to, że szybko się zadomowiliśmy „ na nowych śmieciach”?

eleganckie ” miejskie” kocie kuwety

miseczki z łapkami

Mamy także do dyspozycji ogromne legowisko, które uwielbiamy.

legowisko ” full wypas” i my

No cóż, wiele kotów czeka w życiu jakaś zmiana. Nas z Małą też ona dopadła.

 

Ale jako koty nie narzekamy. Podobnie jak ludzie, staramy się przystosować do każdej sytuacji.

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Sie 01 2016

Kot maruda, czyli jak przetrzymać zły humor kota.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 Zwierzak zwany kotem lubi sobie czasem pomarudzić.

 

Takie mruczące marudzenie jest raczej miłe dla ucha. Ale tylko wtedy, gdy kot jest w dobrym nastroju i ogólnie niczego mu nie brakuje.

 

Ale, gdy kot wstaje „ lewą łapą”…!

 

W takim przypadku kocie zawodzenia oraz szwendanie się po domu bez celu dają się wszystkim domownikom we znaki. Kot maruda potrafi zmienić nawet najpogodniejszy dzień w koszmar.

 

Chyba wstałem ” lewą łapą”

 

A zaczyna się już od samego rana. Skoro świt zwierzak zwleka się z legowiska i idzie, z wymalowanymi na pyszczku, pretensjami do całego świata, w kierunku sypialni opiekunów. Siada przed zamkniętymi drzwiami i wydaje przejmujący miauk, przypominający wycie kojota. Gdy z drugiej strony drzwi nic się nie dzieje, kot interweniuje drapiąc pazurami o futrynę. Oczywiście wrzaski nie ustają. Po chwili drzwi się otwierają i kot otrzymuje opieprz od wkurzonego człowieka.

 

Na chwilę jest spokój. Ale to tylko chwila. Zaraz kot maruda zaczyna się powtarzać.

 

W końcu człowiek, zły na cały koci ród, daje za wygraną i wstaje z łóżka, także „ lewą nogą”. Następnie udaje się, półprzytomny, do kuchni, aby zatkać pyszczek kociego awanturnika czymś do jedzenia. Kot jedząc, co mu dali udaje, że się uspokaja. Ale to tylko pozory. Nawet krótka drzemka kociej marudy, niech nas nie zmyli.

 

Zwierzak przy pomocy zjedzonego posiłku i porannej drzemki zbiera siły, aby przed obiadem dać popis swoich umiejętności. Chodzi bez przerwy za opiekunem, gdy ten jest w domu i wyje ile wlezie. Miauki są rozdzierające. Mimo, że kotu niczego do szczęścia nie brakuje. Przynajmniej w mniemaniu człowieka.

 

Na dodatek kot maruda dostaje chwilami „ małpiego rozumu” i zaczyna biegać po całym domu z prędkością kociej błyskawicy. Po drodze ta „błyskawica” przewraca bibeloty, rozrzuca dywaniki. A czasem potrąca innego zwierzęcego domownika, gdy takowy jest.

 

Po porcji zdrowej aktywności kot maruda przypomina sobie, że tak właściwie to on ma dzisiaj zły dzień. I na dodatek nie dostał jeszcze obiadu!!!

 

Wchodzi, więc do kuchni i zaczyna ostrożnie „koncert darcia pyszczka”. Brak reakcji kogokolwiek zmusza kota do staranniejszego doboru repertuaru. Do akcji wkraczają mrrrauki, „wycie kojota” oraz długie i „groźne” pomruki. Wszystko jednak szybko cichnie, gdy koci pyszczek zostaje zatkany przez pełna miskę kociego żarcia.

 

Dzisiejszy dzień to koszmar!

 

Ale dzień się jeszcze nie skończył. Po kilku godzinach kot maruda wyspany i po wizycie w kuwecie, „odradza się”. Akcja „ marudzenia” jest intensywniejsza. Na dywanie czy kanapie siedzi sobie wypoczęty kot i miauczy bez opamiętania. Potem podchodzi do „ wykończonego towarzystwem kociego marudy” człowieka i zaczyna się łasic jak gdyby nigdy nic. Na tym kot maruda postanawia zakończyć ten trudny dla niego dzień.

 

Najgorzej jest, gdy w jednym domu żyją dwie marudy. Kot i człowiek. To dopiero musi być zestaw!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Lip 25 2016

Nasze ulubione legowisko, czyli na czym by się tu wyspać.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Długi, spokojny sen na wygodnym posłaniu, to podstawa kociego dobrego samopoczucia.

 

Kot wyspany to kot „ mniej awanturujący się”. Wiem, bo sam sprawdziłem. A moje doświadczenia są w końcu, wieloletnie.

Przez bogatą praktykę w kwestii drzemek, doszedłem do wniosku, że podstawą zdrowego kociego snu jest… ulubione legowisko.

Ulubione legowisko kota musi mieć kilka podstawowych cech.

Oto lista:

– wygodne, ale nie za miękkie

– szerokie

– z niewielkim wgłębieniem

– w pobliżu człowieka lub innego kota

– zaciszne

– czyste

– łatwe do opuszczenia

– najlepiej niskie, aby trochę grubszy kot nie musiał się na nie wdrapywać

 

Oczywiście nie wszędzie w naszym domu mamy takie „ luksusy”. Dysponujemy jednak jedną taką kocią sypialnią w wersji „full wypas”.

Pozostała reszta to „ produkt zastępczy”.

 

Tą luksusową wersją jest wygodne legowisko przy oknie w jednym z pokoi.

Oto ono.

wersja ” full wypas”

 

Tutaj ucinamy sobie większość naszych drzemek. Ale nie pogardzamy też, żadnym innym napotkanym miejscem nadającym się, według nas, do wypoczynku.

 

Gdy dopada nas senność śpimy, dosłownie, gdzie popadnie.

Miejsca wybrane przez kota na jego legowiska:

– łóżko ludzi

– fotele i krzesła w całym domu

„kimam” sobie na krześle

– wszystkie domowe dywany

dywan + poduszki = doskonała kocia drzemka

– parapety, nawet z marmuru,

wystarczy pozioma deseczka i już śpimy

– grzejniki

ciepełko i sen

– laptop Pana

– klapa od sedesu

– dywanik w łazience

– kanapa

– blat stołu

„wiosenny” sen

– podłoga, najlepiej w przejściu

droga z kuchni do pokoju i ” drzemiący”kot

– balkon

– klimatyzator

Mała w słoneczku ” chłodzi się ” na klimie

– szafa

szafa też nadaje się na koci sen

– buty

Koci łepek na butach

Karton tez się nadaje na drzemkę

Uroczy koci kłębek na żółtej poduszce

 

To chyba wszystko, co przychodzi mi do łepka. Sporo się tego nazbierało!

 

Jak widać, kocia wyobraźnia w temacie legowisk nie zna granic.

Ludzie nie mogą się z nami równać pod tym względem. Oni zazwyczaj ograniczają się tylko do łóżka lub kanapy.

 

 Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

Na razie brak odpowiedzi

Lip 18 2016

Kocia zazdrość, czyli koty pilnują swoich interesów.

Autor: kategoria: Bez kategorii

To znane ludziom uczucie nie jest obce także kotom.

 

Mnie także ono dotyczy, ponieważ uwielbiam być w centrum uwagi i nie znoszę, gdy ktoś mi w tym przeszkadza.

 

Moi domownicy doskonale o tym wiedzą. Wszystkie domowe czynności takie jak: oglądanie telewizji, przygotowywanie  posiłków, siedzenie przy laptopie i wiele innych, muszą odbywać się pod czujnym moim okiem. Bez względu na okoliczności.

 

A zwrócenie uwagi „domowego” człowieka na innego kota, nawet na Małą budzi we mnie zdecydowany protest. Zaraz, gdy to zobaczę, wydzieram, się i domagam się tego samego, ale w podwójnej a nawet potrójnej wysokości.

 

Kocia zazdrość ma czasem zielone oczy.

 

Także porcje jedzonka w naszych miseczkach muszą być „równo” i „ sprawiedliwie” podzielone. Duża porcja dla mnie a mała dla kotki. W końcu to ona ma mniejsze rozmiary.

 

Najgorsza jest jednak sytuacja, gdy mamy „ podzielić „ pomiędzy siebie i ludzi kanapę w salonie. Wtedy moja zazdrość nie zna granic. Nie ma żadnego wylegiwania się Pani i Małej na całej kanapie. Zaraz robię porządek, wyrzucając kotkę z jej miejsca i zajmując je bezczelnie dla siebie.

Mała jednak specjalnie nie rozpacza, znajdując zrozumienie dla swojej niedoli na kolanach Pana, siedzącego na fotelu obok. Pan to nawet nie próbuje siąść wieczorem na kanapie, znając opór Pani i mój. A to za dużo, jak na jednego faceta.

 

Gdyby nie zdrowa porcja zazdrości to koty i ludzie niewiele mieliby z życia przyjemności.

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Lip 11 2016

Nocne życie Kota, czyli małe polowanko.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Koty to znane śpiochy, co bardzo łatwo zauważyć, gdy nas się obserwuje.

 

Ale nie zawsze śpimy wtedy, gdy wszyscy to robią. Ludzie zwykle zapadają w sen nocą, podobnie jak większość domowych zwierzaków. My koty teoretycznie też. Ale czasem, gdy wokół zapada ciemność, mamy ochotę na nocne życie kota.

 

Na przykład, gdy Pani i Pan idą do sypialni a nas nie zamkną w osobnym pokoju. Wtedy pozwalamy sobie na małe szaleństwa. Czasem to z naszej strony tylko ”miauki” lub bieganina po całym domu. Ale od czasu do czasu zdarza nam się, a zwłaszcza mnie, że mamy ochotę na… polowanko.

 

Gdy zapada ciemność, budzą się…koty.

 

Polowanie „ na grubego zwierza” w naszym domowym zaciszu jest niemożliwe. Co robi wtedy taki kot jak ja? Oczywiście poluje na drugiego kota, czyli Małą.

 

Najpierw cichaczem podchodzę do śpiącej na fotelu kotki i patrzę czy się nie obudziła. Jeżeli dalej śpi, wskakuję znienacka na fotel i łapię ją pyszczkiem za kark. Rozlega się przejmujący pisk i nagle rozbudzona Mała sprintem zeskakuje z legowiska, zwiewając do innego pokoju. Ja tylko na to czekam i gnam za nią, ile sił w łapach.

 

W środku nocy rozlega się rumor i tupot kocich łapek, biegnących po schodach korytarza i podłogach pokoi. Towarzyszy tej nocnej gonitwie pisk i szamotanina. W końcu Mała dopada komody a z niej wskakuje z gracją na szafę. Spryciara wie, że mój brzuszek nie pozwala na takie „skoki wzwyż” i tam jej nie dopadnę.

 

Za to dopada mnie, rozbudzona i wściekła Pani. Łapie mnie i wynosi do osobnego pokoju, abym tam sobie szalał ile dusza zapragnie, nie budząc wszystkich wokoło. Wkrótce w pokoju ląduje także, ściągnięta z szafy, kotka. Drzwi się zamykają i Pani, zadowolona, wraca do sypialni, mając nadzieję na spokojną dalszą część nocy.

 

Ale szybko przekonuje się, jak bardzo się myli. Ja i Mała, teraz wspólnie, rozpoczynamy drugą część naszego nocnego życia.

Ja zabieram się za drzwi od zamkniętego pokoju i atakuję je pazurami, wydzierając się, ile wlezie. Mała stoi obok i „ grzecznie” mi pomaga, drąc pyszczek po swojemu.

Taki koncert nocny trwa chwilę, zanim nie wejdzie wściekła Pani a za nią rozespany Pan, aby nas uspokoić.

 

W nocy, podobno, wszystkie koty są czarne. Coś w tym jest!

 

Jesteśmy już jednak trochę zmęczeni prowadzeniem aktywnego nocnego życia. Po otwarciu drzwi uspokajamy się i za moment wskakujemy „ grzecznie” na łóżko Pani i Pana.

 

Po „nocy kota” nareszcie ludzie i zwierzaki mogą odpocząć. Zwłaszcza, że jest po czym, he he.

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Lip 04 2016

Pieczemy ciasto, czyli koty pomagają w kuchni.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 Pani postanowiła dzisiaj upiec ciasto.

 

Dowiedziałem się o tym, gdy po porannym posiłku ucinałem sobie drzemkę na fotelu w salonie. Nagle usłyszałem, dobiegający z kuchni, trzask naczyń. A po chwili poczułem, że otaczają mnie cudowne zapachy.

 

Musiałem zbadać sytuację.

 

Gdy dotarłem do kuchni, zobaczyłem już, kręcącą się po niej Małą. Kotka uważnie obwąchiwała srebrną formę do pieczenia ciasta, stojącą na krześle. Próbowała nawet wejść do niej jedną łapą, ale jej się to nie udało. Pani szybko przegoniła ciekawskiego kota.

 

Ja z kolei przystąpiłem do szczegółowego zbadania zawartości pewnej miski, leżącej sobie spokojnie na stole i przykrytej ściereczką. Najpierw spróbowałem łapą, czy uda się na miskę wejść. Ale się nie udało, niestety. Ściereczka ciągle się uginała i nie chciała mnie utrzymać. A jeszcze Pani przeszkodziła mi w tych staraniach i mnie odsunęła.

 

Najpierw ciasteczka wyglądają nieciekawie.

 

Trzeba było zająć się czymś innym. Rozglądnąłem się uważnie i w końcu postanowiłem pomóc Pani przy robieniu ciasteczek. Na stolnicy została rozsypana mąka a Pani wyciskała foremką, z rozwałkowanego ciasta, zgrabne ciasteczka.

 

Ja, patrząc na to wszystko, zgarniałem sobie łapą rozsypaną mąkę. Pani, zajęta układaniem na blachach do pieczenia gotowych ciasteczek, nic nie zauważyła. Mąka przyklejała mi się do łapek a ja próbowałem ją zlizać języczkiem. Nie była jednak smaczna, więc szybko dałem spokój.

 

Zaraz też zapomniałem, że mam łapki uwalane w mące. Przyciągnęło moją uwagę gotowe do pieczenia ciasteczko. Miało ładny kształt gwiazdki. Wyciągnąłem ukradkiem łapkę i przysunąłem ciasteczko do siebie. Następnie rozpocząłem konsumpcję. Ale jakoś dziwnie smakowało. Nie tak, jak ciasteczka, które wcześniej jadłem. Ciekawe, dlaczego?

 

Nie mogłem jednak rozmyślać zbyt długą nad tą zagadką. Pani widząc, co wyrabiam, kazała mi się wynosić. Więc się wyniosłem. A za mną „ poszła sobie” także mąka, którą miałem na łapkach. Nie mogłem się od niej odczepić. Towarzyszyła mi w wędrówkach po całym domu.

 

Gdy znudziłem się łażeniem po pokojach, znowu pojawiłem się w kuchni. Była już wysprzątana a piekarnik pieca był pięknie rozświetlony. Przez szybę można było zobaczyć jak ciasto „ rośnie w oczach” i przyjemnie się rumieni. Na stole leżały, czekając na swoją kolej, moje ulubione ciasteczka.

 

Teraz jest o wiele lepiej!

 

Ponieważ w kuchni było ciepło i zacisznie, więc uciąłem sobie drzemkę na krześle. Małej nie zauważyłem. Pewnie też spała w jakimś zakamarku.

 

Nagle wyrwał nas z tego sennego błogostanu krzyk Pani.

 

Gdy zjawiliśmy się, rozbudzeni, koło niej w salonie, zobaczyliśmy jakieś dziwne białe ślady na dywanie i na parkiecie. Widać je było także w przedpokoju i na schodach. Dla mnie te ślady wydawały się całkiem znajome, bo przypominały kocie łapki. Wolałem jednak się nie odzywać. Gdyby Pani dowiedziała się czyja to sprawka, mogłyby mnie ominąć upieczone ciasteczka.

 

Mniam!Mniam! Ale były dobre.

 

A na to nie mogłem sobie pozwolić. I tak Pani zaraz te ślady posprząta. Dowody kociego spaceru, na uwalanych mąką łapkach, znikną.

 

Ludzie mówią, że milczenie jest złotem. Ja też tak uważam. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą ciasteczka!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku

( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 27 2016

Trawożercy, czyli koty też lubią trawkę.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Kocie czworonogi to zadeklarowani wielbiciele mięsa.

 

Nawet psy nie mogą się z nami równać pod tym względem. Ale, od czasu do czasu, robimy  wyjątek i zabieramy się do skubania …zielonej trawki.

 

Gdy tylko wymykamy się do ogrodu, zaraz szukamy tego świeżego smakołyku. Nawet Mała, zanim zacznie polować na jakiegoś gryzonia, musi skosztować „ziela”.

 

 Świeża i soczysta trawka potrzebna jest do „ wysprzątania” kociego żołądka. Ponieważ taki żołądek jest wypełniony po brzegi, przynajmniej u mnie, to ta zielona potrawa potrafi bardzo skutecznie „ wyrzucić” z niego różne „ śmieci”, które pozostały po rozlicznych przekąskach.

 

kok-trawa-2

Gdzie on się gapi? Trawę ma pod łapami.

 

 „Sprzątanie” odbywa się po skonsumowaniu trawki, jako takim przetrawieniu jej, a potem…rzyganiu. Nasi opiekunowie nie patrzą na to ostatnie przychylnym okiem. Zwłaszcza, gdy robimy to w domowych pieleszach. Trudno, ale inaczej się nie da.

 

Ja, gdy zabieram się do jedzenia trawki, wybieram źdźbła bardzo starannie. Muszą być soczyste, duże i łatwe do spałaszowania. Dlatego w poszukiwaniu odpowiedniej trawy buszuję uważnie po całym ogrodowym trawniku. Zabiera mi to sporo czasu. Kotka nie jest pod tym względem tak wybredna. Łapie pyszczkiem pierwsze z brzegu źdźbło i ekspresowo je zajada. Potem zajmuje się poszukiwaniem bardziej konkretnej przekąski.

 

Trawa ma jeszcze inną role do spełnienia w naszym życiu.

 

Z tego, że ją lubimy bardzo cieszy się Pani, ponieważ może, bez obaw hodować w domu liczne kwiatki. Po degustacji trawy nie mamy już ochoty na próbowanie liści z domowych roślin. Najwyżej trochę pogrzebiemy od czasu do czasu w doniczkach.

 

kot-trawa-1

Luuuzzz!

 

Trawiasty dywan w ogrodzie to nie tylko coś do przekąszenia, ale także fajny sposób na wytarzanie kocich grzbietów. Mała i Ja uwielbiamy takie przyjemności.

 

Dlatego z wielkim utęsknieniem czekamy na każdą wiosnę. Podobnie jak ludzie, chociaż oni nie jedzą trawy.

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 20 2016

Koty bojowe, czyli jak dopaść przeciwnika.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Od czasu do czasu, nachodzi każdego, zdrowego na umyśle kota, bojowy nastrój.

 

Wałęsamy się po całym domu podminowani. Wydzieramy pyszczki i mamy pretensje do całego świata. Nawet do naszych opiekunów.

Ja miewam taki nastrój bardzo często. Ponieważ Pana zwykle nie ma w domu a z Panią łączą mnie pewne „ smakowite” relacje, więc całą „ bojową” energię wyładowuję na Małej.

Podchodzę do niej ukradkiem, gdy relaksuje się na dywanie i nagle …”cap” ją zębami w łapę. Kotka, zaskoczona, spogląda na mnie „ spod byka” i też nie pozostaje mi dłużna.

Wali mnie łapą po łepku i kąsa znienacka w brzuszek. Na to ja chwytam pazurami kotkę za kark i wbijam ząbki w jej pełne kłaków ciało.

 Rozlega się fuk i pisk.

 

kot-bojowy

Ale jej dałem popalić!

 

 

Wtedy wchodzi Pani i nas rozdziela. Oddalamy się z Małą na bezpieczną odległość i czekamy. Gdy tylko Pani znika, zadowolona, że „ pogodziła koty”, my znowu rozpoczynamy bójkę.

Podczas kolejnych zmagań, tracimy jednak nieco bojowego ducha.

Zwykle kotka pacnie mnie tylko od niechcenia łapą i wyskakuje na szafę. Tam niestety nie mogę jej dosięgnąć i ona doskonale o tym wie. Spryciara!

Gdy widzę, że Mała jest poza moim zasięgiem, wyładowuję słuszną bojową złość na kocu leżącym na kanapie. Koc wytarmoszony i sponiewierany zostawiam po kilku minutach na dywanie i udaję się do miski z chrupkami.

W końcu, po bójce, każdemu kotu należy się odpoczynek i godny posiłek.

 

kot-bojowy-2

Dobra, już wystarczy.

 

Prawdziwe kocie wojny mają jednak miejsce w ogrodzie.

Tam natykamy się zwykle na jakiegoś wałęsającego się nie wiadomo, po co kociego intruza. Ja zazwyczaj widząc takie kocisko tracę bojowy nastrój i uciekam w kierunku domu, biorąc łapy za pas.

Za to Mała nie zna litości. Najpierw,, na widok takiego delikwenta, wygina grzbiecik w łuk, stroszy złowrogo sierść. A potem zaczyna ostro „opieprzać” przeciwnika, prychając ile wlezie.

Następnie zaczyna się gonitwa. To znaczy intruz zwiewa a Mała gna za nim, aż ten ze strachu wspina się na drzewo. Wtedy dopiero zbiera się na odwagę i drze pyszczek w stronę bojowo nastawionej kotki.

Gdy awantura im się znudzi, oboje siedzą i obserwują siebie nawzajem waląc ogonami, jedno o trawnik a drugie o gałęzie drzewa.

 

Kocie bójki to niezła gimnastyka. Wiem, że niektórzy ludzie też lubią bójki, ale…

w telewizorze, oglądając boks.

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Nast »