Sie 01 2016

Kot maruda, czyli jak przetrzymać zły humor kota.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 Zwierzak zwany kotem lubi sobie czasem pomarudzić.

 

Takie mruczące marudzenie jest raczej miłe dla ucha. Ale tylko wtedy, gdy kot jest w dobrym nastroju i ogólnie niczego mu nie brakuje.

 

Ale, gdy kot wstaje „ lewą łapą”…!

 

W takim przypadku kocie zawodzenia oraz szwendanie się po domu bez celu dają się wszystkim domownikom we znaki. Kot maruda potrafi zmienić nawet najpogodniejszy dzień w koszmar.

 

Chyba wstałem ” lewą łapą”

 

A zaczyna się już od samego rana. Skoro świt zwierzak zwleka się z legowiska i idzie, z wymalowanymi na pyszczku, pretensjami do całego świata, w kierunku sypialni opiekunów. Siada przed zamkniętymi drzwiami i wydaje przejmujący miauk, przypominający wycie kojota. Gdy z drugiej strony drzwi nic się nie dzieje, kot interweniuje drapiąc pazurami o futrynę. Oczywiście wrzaski nie ustają. Po chwili drzwi się otwierają i kot otrzymuje opieprz od wkurzonego człowieka.

 

Na chwilę jest spokój. Ale to tylko chwila. Zaraz kot maruda zaczyna się powtarzać.

 

W końcu człowiek, zły na cały koci ród, daje za wygraną i wstaje z łóżka, także „ lewą nogą”. Następnie udaje się, półprzytomny, do kuchni, aby zatkać pyszczek kociego awanturnika czymś do jedzenia. Kot jedząc, co mu dali udaje, że się uspokaja. Ale to tylko pozory. Nawet krótka drzemka kociej marudy, niech nas nie zmyli.

 

Zwierzak przy pomocy zjedzonego posiłku i porannej drzemki zbiera siły, aby przed obiadem dać popis swoich umiejętności. Chodzi bez przerwy za opiekunem, gdy ten jest w domu i wyje ile wlezie. Miauki są rozdzierające. Mimo, że kotu niczego do szczęścia nie brakuje. Przynajmniej w mniemaniu człowieka.

 

Na dodatek kot maruda dostaje chwilami „ małpiego rozumu” i zaczyna biegać po całym domu z prędkością kociej błyskawicy. Po drodze ta „błyskawica” przewraca bibeloty, rozrzuca dywaniki. A czasem potrąca innego zwierzęcego domownika, gdy takowy jest.

 

Po porcji zdrowej aktywności kot maruda przypomina sobie, że tak właściwie to on ma dzisiaj zły dzień. I na dodatek nie dostał jeszcze obiadu!!!

 

Wchodzi, więc do kuchni i zaczyna ostrożnie „koncert darcia pyszczka”. Brak reakcji kogokolwiek zmusza kota do staranniejszego doboru repertuaru. Do akcji wkraczają mrrrauki, „wycie kojota” oraz długie i „groźne” pomruki. Wszystko jednak szybko cichnie, gdy koci pyszczek zostaje zatkany przez pełna miskę kociego żarcia.

 

Dzisiejszy dzień to koszmar!

 

Ale dzień się jeszcze nie skończył. Po kilku godzinach kot maruda wyspany i po wizycie w kuwecie, „odradza się”. Akcja „ marudzenia” jest intensywniejsza. Na dywanie czy kanapie siedzi sobie wypoczęty kot i miauczy bez opamiętania. Potem podchodzi do „ wykończonego towarzystwem kociego marudy” człowieka i zaczyna się łasic jak gdyby nigdy nic. Na tym kot maruda postanawia zakończyć ten trudny dla niego dzień.

 

Najgorzej jest, gdy w jednym domu żyją dwie marudy. Kot i człowiek. To dopiero musi być zestaw!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Lip 25 2016

Nasze ulubione legowisko, czyli na czym by się tu wyspać.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Długi, spokojny sen na wygodnym posłaniu, to podstawa kociego dobrego samopoczucia.

 

Kot wyspany to kot „ mniej awanturujący się”. Wiem, bo sam sprawdziłem. A moje doświadczenia są w końcu, wieloletnie.

Przez bogatą praktykę w kwestii drzemek, doszedłem do wniosku, że podstawą zdrowego kociego snu jest… ulubione legowisko.

Ulubione legowisko kota musi mieć kilka podstawowych cech.

Oto lista:

– wygodne, ale nie za miękkie

– szerokie

– z niewielkim wgłębieniem

– w pobliżu człowieka lub innego kota

– zaciszne

– czyste

– łatwe do opuszczenia

– najlepiej niskie, aby trochę grubszy kot nie musiał się na nie wdrapywać

 

Oczywiście nie wszędzie w naszym domu mamy takie „ luksusy”. Dysponujemy jednak jedną taką kocią sypialnią w wersji „full wypas”.

Pozostała reszta to „ produkt zastępczy”.

 

Tą luksusową wersją jest wygodne legowisko przy oknie w jednym z pokoi.

Oto ono.

wersja ” full wypas”

 

Tutaj ucinamy sobie większość naszych drzemek. Ale nie pogardzamy też, żadnym innym napotkanym miejscem nadającym się, według nas, do wypoczynku.

 

Gdy dopada nas senność śpimy, dosłownie, gdzie popadnie.

Miejsca wybrane przez kota na jego legowiska:

– łóżko ludzi

– fotele i krzesła w całym domu

„kimam” sobie na krześle

– wszystkie domowe dywany

dywan + poduszki = doskonała kocia drzemka

– parapety, nawet z marmuru,

wystarczy pozioma deseczka i już śpimy

– grzejniki

ciepełko i sen

– laptop Pana

– klapa od sedesu

– dywanik w łazience

– kanapa

– blat stołu

„wiosenny” sen

– podłoga, najlepiej w przejściu

droga z kuchni do pokoju i ” drzemiący”kot

– balkon

– klimatyzator

Mała w słoneczku ” chłodzi się ” na klimie

– szafa

szafa też nadaje się na koci sen

– buty

Koci łepek na butach

Karton tez się nadaje na drzemkę

Uroczy koci kłębek na żółtej poduszce

 

To chyba wszystko, co przychodzi mi do łepka. Sporo się tego nazbierało!

 

Jak widać, kocia wyobraźnia w temacie legowisk nie zna granic.

Ludzie nie mogą się z nami równać pod tym względem. Oni zazwyczaj ograniczają się tylko do łóżka lub kanapy.

 

 Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

Na razie brak odpowiedzi

Lip 18 2016

Kocia zazdrość, czyli koty pilnują swoich interesów.

Autor: kategoria: Bez kategorii

To znane ludziom uczucie nie jest obce także kotom.

 

Mnie także ono dotyczy, ponieważ uwielbiam być w centrum uwagi i nie znoszę, gdy ktoś mi w tym przeszkadza.

 

Moi domownicy doskonale o tym wiedzą. Wszystkie domowe czynności takie jak: oglądanie telewizji, przygotowywanie  posiłków, siedzenie przy laptopie i wiele innych, muszą odbywać się pod czujnym moim okiem. Bez względu na okoliczności.

 

A zwrócenie uwagi „domowego” człowieka na innego kota, nawet na Małą budzi we mnie zdecydowany protest. Zaraz, gdy to zobaczę, wydzieram, się i domagam się tego samego, ale w podwójnej a nawet potrójnej wysokości.

 

Kocia zazdrość ma czasem zielone oczy.

 

Także porcje jedzonka w naszych miseczkach muszą być „równo” i „ sprawiedliwie” podzielone. Duża porcja dla mnie a mała dla kotki. W końcu to ona ma mniejsze rozmiary.

 

Najgorsza jest jednak sytuacja, gdy mamy „ podzielić „ pomiędzy siebie i ludzi kanapę w salonie. Wtedy moja zazdrość nie zna granic. Nie ma żadnego wylegiwania się Pani i Małej na całej kanapie. Zaraz robię porządek, wyrzucając kotkę z jej miejsca i zajmując je bezczelnie dla siebie.

Mała jednak specjalnie nie rozpacza, znajdując zrozumienie dla swojej niedoli na kolanach Pana, siedzącego na fotelu obok. Pan to nawet nie próbuje siąść wieczorem na kanapie, znając opór Pani i mój. A to za dużo, jak na jednego faceta.

 

Gdyby nie zdrowa porcja zazdrości to koty i ludzie niewiele mieliby z życia przyjemności.

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Lip 11 2016

Nocne życie Kota, czyli małe polowanko.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Koty to znane śpiochy, co bardzo łatwo zauważyć, gdy nas się obserwuje.

 

Ale nie zawsze śpimy wtedy, gdy wszyscy to robią. Ludzie zwykle zapadają w sen nocą, podobnie jak większość domowych zwierzaków. My koty teoretycznie też. Ale czasem, gdy wokół zapada ciemność, mamy ochotę na nocne życie kota.

 

Na przykład, gdy Pani i Pan idą do sypialni a nas nie zamkną w osobnym pokoju. Wtedy pozwalamy sobie na małe szaleństwa. Czasem to z naszej strony tylko ”miauki” lub bieganina po całym domu. Ale od czasu do czasu zdarza nam się, a zwłaszcza mnie, że mamy ochotę na… polowanko.

 

Gdy zapada ciemność, budzą się…koty.

 

Polowanie „ na grubego zwierza” w naszym domowym zaciszu jest niemożliwe. Co robi wtedy taki kot jak ja? Oczywiście poluje na drugiego kota, czyli Małą.

 

Najpierw cichaczem podchodzę do śpiącej na fotelu kotki i patrzę czy się nie obudziła. Jeżeli dalej śpi, wskakuję znienacka na fotel i łapię ją pyszczkiem za kark. Rozlega się przejmujący pisk i nagle rozbudzona Mała sprintem zeskakuje z legowiska, zwiewając do innego pokoju. Ja tylko na to czekam i gnam za nią, ile sił w łapach.

 

W środku nocy rozlega się rumor i tupot kocich łapek, biegnących po schodach korytarza i podłogach pokoi. Towarzyszy tej nocnej gonitwie pisk i szamotanina. W końcu Mała dopada komody a z niej wskakuje z gracją na szafę. Spryciara wie, że mój brzuszek nie pozwala na takie „skoki wzwyż” i tam jej nie dopadnę.

 

Za to dopada mnie, rozbudzona i wściekła Pani. Łapie mnie i wynosi do osobnego pokoju, abym tam sobie szalał ile dusza zapragnie, nie budząc wszystkich wokoło. Wkrótce w pokoju ląduje także, ściągnięta z szafy, kotka. Drzwi się zamykają i Pani, zadowolona, wraca do sypialni, mając nadzieję na spokojną dalszą część nocy.

 

Ale szybko przekonuje się, jak bardzo się myli. Ja i Mała, teraz wspólnie, rozpoczynamy drugą część naszego nocnego życia.

Ja zabieram się za drzwi od zamkniętego pokoju i atakuję je pazurami, wydzierając się, ile wlezie. Mała stoi obok i „ grzecznie” mi pomaga, drąc pyszczek po swojemu.

Taki koncert nocny trwa chwilę, zanim nie wejdzie wściekła Pani a za nią rozespany Pan, aby nas uspokoić.

 

W nocy, podobno, wszystkie koty są czarne. Coś w tym jest!

 

Jesteśmy już jednak trochę zmęczeni prowadzeniem aktywnego nocnego życia. Po otwarciu drzwi uspokajamy się i za moment wskakujemy „ grzecznie” na łóżko Pani i Pana.

 

Po „nocy kota” nareszcie ludzie i zwierzaki mogą odpocząć. Zwłaszcza, że jest po czym, he he.

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Lip 04 2016

Pieczemy ciasto, czyli koty pomagają w kuchni.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 Pani postanowiła dzisiaj upiec ciasto.

 

Dowiedziałem się o tym, gdy po porannym posiłku ucinałem sobie drzemkę na fotelu w salonie. Nagle usłyszałem, dobiegający z kuchni, trzask naczyń. A po chwili poczułem, że otaczają mnie cudowne zapachy.

 

Musiałem zbadać sytuację.

 

Gdy dotarłem do kuchni, zobaczyłem już, kręcącą się po niej Małą. Kotka uważnie obwąchiwała srebrną formę do pieczenia ciasta, stojącą na krześle. Próbowała nawet wejść do niej jedną łapą, ale jej się to nie udało. Pani szybko przegoniła ciekawskiego kota.

 

Ja z kolei przystąpiłem do szczegółowego zbadania zawartości pewnej miski, leżącej sobie spokojnie na stole i przykrytej ściereczką. Najpierw spróbowałem łapą, czy uda się na miskę wejść. Ale się nie udało, niestety. Ściereczka ciągle się uginała i nie chciała mnie utrzymać. A jeszcze Pani przeszkodziła mi w tych staraniach i mnie odsunęła.

 

Najpierw ciasteczka wyglądają nieciekawie.

 

Trzeba było zająć się czymś innym. Rozglądnąłem się uważnie i w końcu postanowiłem pomóc Pani przy robieniu ciasteczek. Na stolnicy została rozsypana mąka a Pani wyciskała foremką, z rozwałkowanego ciasta, zgrabne ciasteczka.

 

Ja, patrząc na to wszystko, zgarniałem sobie łapą rozsypaną mąkę. Pani, zajęta układaniem na blachach do pieczenia gotowych ciasteczek, nic nie zauważyła. Mąka przyklejała mi się do łapek a ja próbowałem ją zlizać języczkiem. Nie była jednak smaczna, więc szybko dałem spokój.

 

Zaraz też zapomniałem, że mam łapki uwalane w mące. Przyciągnęło moją uwagę gotowe do pieczenia ciasteczko. Miało ładny kształt gwiazdki. Wyciągnąłem ukradkiem łapkę i przysunąłem ciasteczko do siebie. Następnie rozpocząłem konsumpcję. Ale jakoś dziwnie smakowało. Nie tak, jak ciasteczka, które wcześniej jadłem. Ciekawe, dlaczego?

 

Nie mogłem jednak rozmyślać zbyt długą nad tą zagadką. Pani widząc, co wyrabiam, kazała mi się wynosić. Więc się wyniosłem. A za mną „ poszła sobie” także mąka, którą miałem na łapkach. Nie mogłem się od niej odczepić. Towarzyszyła mi w wędrówkach po całym domu.

 

Gdy znudziłem się łażeniem po pokojach, znowu pojawiłem się w kuchni. Była już wysprzątana a piekarnik pieca był pięknie rozświetlony. Przez szybę można było zobaczyć jak ciasto „ rośnie w oczach” i przyjemnie się rumieni. Na stole leżały, czekając na swoją kolej, moje ulubione ciasteczka.

 

Teraz jest o wiele lepiej!

 

Ponieważ w kuchni było ciepło i zacisznie, więc uciąłem sobie drzemkę na krześle. Małej nie zauważyłem. Pewnie też spała w jakimś zakamarku.

 

Nagle wyrwał nas z tego sennego błogostanu krzyk Pani.

 

Gdy zjawiliśmy się, rozbudzeni, koło niej w salonie, zobaczyliśmy jakieś dziwne białe ślady na dywanie i na parkiecie. Widać je było także w przedpokoju i na schodach. Dla mnie te ślady wydawały się całkiem znajome, bo przypominały kocie łapki. Wolałem jednak się nie odzywać. Gdyby Pani dowiedziała się czyja to sprawka, mogłyby mnie ominąć upieczone ciasteczka.

 

Mniam!Mniam! Ale były dobre.

 

A na to nie mogłem sobie pozwolić. I tak Pani zaraz te ślady posprząta. Dowody kociego spaceru, na uwalanych mąką łapkach, znikną.

 

Ludzie mówią, że milczenie jest złotem. Ja też tak uważam. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą ciasteczka!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku

( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 27 2016

Trawożercy, czyli koty też lubią trawkę.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Kocie czworonogi to zadeklarowani wielbiciele mięsa.

 

Nawet psy nie mogą się z nami równać pod tym względem. Ale, od czasu do czasu, robimy  wyjątek i zabieramy się do skubania …zielonej trawki.

 

Gdy tylko wymykamy się do ogrodu, zaraz szukamy tego świeżego smakołyku. Nawet Mała, zanim zacznie polować na jakiegoś gryzonia, musi skosztować „ziela”.

 

 Świeża i soczysta trawka potrzebna jest do „ wysprzątania” kociego żołądka. Ponieważ taki żołądek jest wypełniony po brzegi, przynajmniej u mnie, to ta zielona potrawa potrafi bardzo skutecznie „ wyrzucić” z niego różne „ śmieci”, które pozostały po rozlicznych przekąskach.

 

kok-trawa-2

Gdzie on się gapi? Trawę ma pod łapami.

 

 „Sprzątanie” odbywa się po skonsumowaniu trawki, jako takim przetrawieniu jej, a potem…rzyganiu. Nasi opiekunowie nie patrzą na to ostatnie przychylnym okiem. Zwłaszcza, gdy robimy to w domowych pieleszach. Trudno, ale inaczej się nie da.

 

Ja, gdy zabieram się do jedzenia trawki, wybieram źdźbła bardzo starannie. Muszą być soczyste, duże i łatwe do spałaszowania. Dlatego w poszukiwaniu odpowiedniej trawy buszuję uważnie po całym ogrodowym trawniku. Zabiera mi to sporo czasu. Kotka nie jest pod tym względem tak wybredna. Łapie pyszczkiem pierwsze z brzegu źdźbło i ekspresowo je zajada. Potem zajmuje się poszukiwaniem bardziej konkretnej przekąski.

 

Trawa ma jeszcze inną role do spełnienia w naszym życiu.

 

Z tego, że ją lubimy bardzo cieszy się Pani, ponieważ może, bez obaw hodować w domu liczne kwiatki. Po degustacji trawy nie mamy już ochoty na próbowanie liści z domowych roślin. Najwyżej trochę pogrzebiemy od czasu do czasu w doniczkach.

 

kot-trawa-1

Luuuzzz!

 

Trawiasty dywan w ogrodzie to nie tylko coś do przekąszenia, ale także fajny sposób na wytarzanie kocich grzbietów. Mała i Ja uwielbiamy takie przyjemności.

 

Dlatego z wielkim utęsknieniem czekamy na każdą wiosnę. Podobnie jak ludzie, chociaż oni nie jedzą trawy.

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 20 2016

Koty bojowe, czyli jak dopaść przeciwnika.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Od czasu do czasu, nachodzi każdego, zdrowego na umyśle kota, bojowy nastrój.

 

Wałęsamy się po całym domu podminowani. Wydzieramy pyszczki i mamy pretensje do całego świata. Nawet do naszych opiekunów.

Ja miewam taki nastrój bardzo często. Ponieważ Pana zwykle nie ma w domu a z Panią łączą mnie pewne „ smakowite” relacje, więc całą „ bojową” energię wyładowuję na Małej.

Podchodzę do niej ukradkiem, gdy relaksuje się na dywanie i nagle …”cap” ją zębami w łapę. Kotka, zaskoczona, spogląda na mnie „ spod byka” i też nie pozostaje mi dłużna.

Wali mnie łapą po łepku i kąsa znienacka w brzuszek. Na to ja chwytam pazurami kotkę za kark i wbijam ząbki w jej pełne kłaków ciało.

 Rozlega się fuk i pisk.

 

kot-bojowy

Ale jej dałem popalić!

 

 

Wtedy wchodzi Pani i nas rozdziela. Oddalamy się z Małą na bezpieczną odległość i czekamy. Gdy tylko Pani znika, zadowolona, że „ pogodziła koty”, my znowu rozpoczynamy bójkę.

Podczas kolejnych zmagań, tracimy jednak nieco bojowego ducha.

Zwykle kotka pacnie mnie tylko od niechcenia łapą i wyskakuje na szafę. Tam niestety nie mogę jej dosięgnąć i ona doskonale o tym wie. Spryciara!

Gdy widzę, że Mała jest poza moim zasięgiem, wyładowuję słuszną bojową złość na kocu leżącym na kanapie. Koc wytarmoszony i sponiewierany zostawiam po kilku minutach na dywanie i udaję się do miski z chrupkami.

W końcu, po bójce, każdemu kotu należy się odpoczynek i godny posiłek.

 

kot-bojowy-2

Dobra, już wystarczy.

 

Prawdziwe kocie wojny mają jednak miejsce w ogrodzie.

Tam natykamy się zwykle na jakiegoś wałęsającego się nie wiadomo, po co kociego intruza. Ja zazwyczaj widząc takie kocisko tracę bojowy nastrój i uciekam w kierunku domu, biorąc łapy za pas.

Za to Mała nie zna litości. Najpierw,, na widok takiego delikwenta, wygina grzbiecik w łuk, stroszy złowrogo sierść. A potem zaczyna ostro „opieprzać” przeciwnika, prychając ile wlezie.

Następnie zaczyna się gonitwa. To znaczy intruz zwiewa a Mała gna za nim, aż ten ze strachu wspina się na drzewo. Wtedy dopiero zbiera się na odwagę i drze pyszczek w stronę bojowo nastawionej kotki.

Gdy awantura im się znudzi, oboje siedzą i obserwują siebie nawzajem waląc ogonami, jedno o trawnik a drugie o gałęzie drzewa.

 

Kocie bójki to niezła gimnastyka. Wiem, że niektórzy ludzie też lubią bójki, ale…

w telewizorze, oglądając boks.

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 13 2016

Różne pozy, czyli rozrywkowe koty.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Każdy właściciel kota wie, że koci ród uwielbia zabawy.

 

W czasie takich rozrywek, i w wielu innych sytuacjach, zwierzak zwany kotem, przybiera nieraz bardzo zabawne pozy. A to wyciąga się na całą długość kociej osoby, tak, że razem z ogonem przybiera jakieś gigantyczne rozmiary. To znowu zasypia w zadziwiających skrętach lub, jak Mała, w pozie „ na nieboszczyka”.

 

Najlepiej dziwne pozycje, zwane często przez ludzi, nie wiadomo, dlaczego, głupimi kot przybiera wylegując się na dywanie lub innym miłym, a wygodnym podłożu.

 

Nie wiem, z czego wynikają nasze wygibasy, ale dlaczego mam męczyć łepek zastanawianiem się nad tym tematem.

 

Pani nieraz śmieje się ze mnie, gdy podczas zabawy dziwnie się powyciągam. Rozkładam wtedy łapy i „majtam” energicznie ogonem, waląc nim przy okazji o dywan. Czasem też zastygnę głupawo na środku pokoju, obserwując muchę łażącą po ścianie.

 

Wiele razy doprowadzam opiekunów do śmiechu, gdy domagam się jedzenia. Ja nie widzę w tym nic śmiesznego, że muszę osobiście dbać o napełnienie swojego brzuszka. Ale ludzie są tylko ludźmi i czasem śmieją się nie wiadomo, z czego.

 

W czasie tego dbania o jedzonko, zdarza mi się stanąć na tylnych łapach a przednimi opierać się o blat. Wszystko to po to, aby zobaczyć, co się szykuje, na przykład, na kolację. Wtedy właśnie Pani wybucha śmiechem, widząc kota stojącego na dwóch łapach.

 

Za to najlepszą pozą jaką znam jest ta, gdzie, zwinięty w obwarzanek kot, smacznie sobie śpi w fotelu. I taką pozę przybieram najczęściej.

 

Ludziom też wyszłaby ona na zdrowie, gdyby brali przykład ze swojego kota.

 

Galeria kocich póz.

 

co-za-zycie

Czy ja śpię?

baletnica

Kocia baletnica

czy-to-mucha-na-suficie

Mucha na suficie?

gimnastyka

Gimnastyka

koty-rownolegle

Koty równoległe

poza-malej-na-nieboszczyka

Mała w pozie na nieboszczyka

mam-wszystkiego-dosyc

Mam dosyć wszystkiego!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 06 2016

Kocie porządki w kuwecie, czyli żwirek tu i tam.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

 Koty to, według ludzi, uosobienie lenistwa. Nic bardziej mylnego!

 

Są czynności, którym my koty poświęcamy dużo uwagi i trudno je nazwać nieróbstwem.

Weźmy, na przykład, sprzątanie kuwety. W naszym przypadku jest to naprawdę zadanie wymagające dużej pracy.

 

Najważniejszy jest początek.

 

Gdy w kuwecie pojawia się nowy żwirek ( a jest go wtedy bardzo dużo), wpadamy w szał pracy. Zaraz jedno z nas wchodzi do wysypanego świeżym żwirkiem przybytku i załatwia to, co musi. A potem następuje wielkie sprzątanie.

 

Hałdy żwirku dają duże możliwości takiego sprzątania. Zanurzamy łapy głęboko, zgarniając metodycznie żwirek do siebie. I tak, obracając się wokół własnej osi i pracując mocno łapami „ budujemy” ze żwirku zgrabny kopczyk. Przy tej czynności jest dużo hałasu i sporo żwirku wysypuje się poza kuwetę. Dla świętego spokoju próbujemy jeszcze go usunąć z podłogi, szorując po niej starannie łapami. Gdy uznamy, że już w kuwecie i wokół niej panuje, doskonały porządek, oddalamy się dostojnie bardzo zadowoleni.

 

Naprawdę WIELKIE SPRZĄTANIE celebruje jednak Mała. Gdy ona zabiera się za porządki to cała kuweta aż się trzęsie a żwirek fruwa wokół, niczym śnieg w zimie w ogrodzie. Słychać też odgłosy takiego sprzątania w całym domu. Zwłaszcza, gdy szał porządków najdzie kotkę, na przykład, o drugiej w nocy.

 

wlazlam

Wlazłam.

zaczynam-sprzatanie

Zaczynam sprzątanie.

uklepuje-co-trzeba

Uklepuję, co trzeba.

chyba-wystarczy

Chyba wystarczy.

 

Nasi opiekunowie dziwnie jednak reagują na widok „ sprzątającego” kota. Pani, na przykład, zaraz udaje się do kuchni po miotełkę. Następnie starannie poprawia to, co my z takim trudem wykonaliśmy. I na dodatek wcale nie ma zadowolonej miny.

 

Ludzi czasami trudno zrozumieć. Gdy nic nie robimy, to nazywają nas futrzanymi leniuchami. A gdy właśnie jakaś pracę wykonujemy, to wcale jej nie doceniają. A nawet wręcz przeciwnie!

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Maj 30 2016

Kot w butach istnieje nie tylko w bajkach.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Dowiedziałem się niedawno, że ludzie znają bajkę o kocie, który chodził w butach.

 

W naszym domu też jest kot, który upodobał sobie buty. A tym kotem jest Mała.

Kotka, podobnie jak Pani, po prostu te buty uwielbia. Ale Pani nawet nie może się równać z Małą w tej obuwniczej pasji. Zwierzak adoruje buty całym kocim ciałem. Siada na butach, przytula się do tych butów, ociera, liże je i nie wiem, co tam jeszcze wyczynia. Nie można jej czasem od tych butów oderwać. Przesiaduje na nich całymi dniami.

 

Przez to dziwne zainteresowanie potrafi nawet zignorować posiłek. Ja kiedyś też spróbowałem czy takie leżenie na butach jest przyjemne. Jednak jakoś nie zauważyłem w tym niczego atrakcyjnego.

 

Nasi opiekunowie też nie mogą pojąć skąd u Małej takie dziwne upodobanie do ich obuwia. Nawet nie można usunąć butów z przedpokoju i schować na przykład do szafki, bo Mała zaraz miauczy natarczywie w proteście.

 

Wśród rozlicznych butów należących do Pani kotka szczególnie upodobała sobie letnie białe czółenka. Niestety Pani też lubi te czółenka. I wtedy dochodzi pomiędzy „dwiema „ kobietami do dużych nieporozumień na tym tle. Pani, przyszykowana do wyjścia, próbuje wyrwać czółenka, na których wyleguje się Mała. Kotka mocno się opiera i „ drze pyszczek”. Pretensje do Pani są wtedy ogromne.

 

kot-w-butach-1

Mała i ” jej” buty.

Już nie raz zdarzało się, że Pani musiała wybierać inne buty, aby gdzieś wyjść.

 

kot-w-butach-2

Kocham was!

 

Ostatnio Mała „przestawiła się” na buty ze sznurowadłami. Gdy, na przykład, słychać w przedpokoju jakieś kocie harce to oznacza, że kotka z uporem próbuje upolować but „ ozdobiony” sznureczkami. Pan już raz musiał kupić sobie nowe sznurowadła do butów, bo ze starych zostały tylko strzępy.

 

Jak widać, kota „w butach” można zobaczyć nie tylko w bajce.

 

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Nast »