Lip 04 2016

Pieczemy ciasto.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 Pani postanowiła dzisiaj upiec ciasto.

 

Dowiedziałem się o tym, gdy po porannym posiłku ucinałem sobie drzemkę na fotelu w salonie. Nagle usłyszałem, dobiegający z kuchni, trzask naczyń. A po chwili poczułem, że otaczają mnie cudowne zapachy.

 

Musiałem zbadać sytuację.

 

Gdy dotarłem do kuchni, zobaczyłem już, kręcącą się po niej Małą. Kotka uważnie obwąchiwała srebrną formę do pieczenia ciasta, stojącą na krześle. Próbowała nawet wejść do niej jedną łapą, ale jej się to nie udało. Pani szybko przegoniła ciekawskiego kota.

 

Ja z kolei przystąpiłem do szczegółowego zbadania zawartości pewnej miski, leżącej sobie spokojnie na stole i przykrytej ściereczką. Najpierw spróbowałem łapą, czy uda się na miskę wejść. Ale się nie udało, niestety. Ściereczka ciągle się uginała i nie chciała mnie utrzymać. A jeszcze Pani przeszkodziła mi w tych staraniach i przegoniła mnie.

 

Najpierw ciasteczka wyglądają nieciekawie.

 

Trzeba było zająć się czymś innym. Rozglądnąłem się uważnie i w końcu postanowiłem pomóc Pani przy robieniu ciasteczek. Na stolnicy została rozsypana mąka a Pani wyciskała foremką, z rozwałkowanego ciasta, zgrabne ciasteczka.

 

Ja, patrząc na to wszystko, zgarniałem sobie łapą rozsypaną mąkę. Pani, zajęta układaniem na blachach do pieczenia gotowych ciasteczek, nic nie zauważyła. Mąka przyklejała mi się do łapek a ja próbowałem ją zlizać języczkiem. Nie była jednak smaczna, więc szybko dałem spokój.

 

Zaraz też zapomniałem, że mam łapki uwalane w mące. Przyciągnęło moją uwagę gotowe do pieczenia ciasteczko. Miało ładny kształt gwiazdki. Wyciągnąłem ukradkiem łapkę i przysunąłem ciasteczko do siebie. Następnie rozpocząłem konsumpcję. Ale jakoś dziwnie smakowało. Nie tak, jak ciasteczka, które wcześniej jadłem. Ciekawe, dlaczego?

 

Nie mogłem jednak rozmyślać zbyt długą nad tą zagadką. Pani widząc, co wyrabiam, kazała mi się wynosić. Więc się wyniosłem. A za mną „ poszła sobie” także mąka, którą miałem na łapkach. Nie mogłem się od niej odczepić. Towarzyszyła mi w wędrówkach po całym domu.

 

Gdy znudziłem się łażeniem po pokojach, znowu pojawiłem się w kuchni. Była już wysprzątana a piekarnik pieca był pięknie rozświetlony. Przez szybę można było zobaczyć jak ciasto „ rośnie w oczach” i przyjemnie się rumieni. Na stole leżały, czekając na swoją kolej, moje ulubione ciasteczka.

 

Teraz jest o wiele lepiej!

 

Ponieważ w kuchni było ciepło i zacisznie, więc uciąłem sobie drzemkę na krześle. Małej nie zauważyłem. Pewnie też spała w jakimś zakamarku.

 

Nagle wyrwał nas z tego sennego błogostanu krzyk Pani.

 

Gdy zjawiliśmy się, rozbudzeni, koło niej w salonie, zobaczyliśmy jakieś dziwne białe ślady na dywanie i na parkiecie. Widać je było także w przedpokoju i na schodach. Dla mnie te ślady wydawały się całkiem znajome, bo przypominały kocie łapki. Wolałem jednak się nie odzywać. Gdyby Pani dowiedziała się czyja to sprawka, mogłyby mnie ominąć upieczone ciasteczka.

 

Mniam!Mniam! Ale były dobre.

 

A na to nie mogłem sobie pozwolić. I tak Pani zaraz te ślady posprząta. Dowody kociego spaceru na, uwalanych mąką, łapkach znikną.

 

Ludzie mówią, że milczenie jest złotem. Ja też tak uważam. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą ciasteczka!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku

( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 27 2016

Trawożercy.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Kocie czworonogi to zadeklarowani wielbiciele mięsa.

 

Nawet psy nie mogą się z nami równać pod tym względem. Ale, od czasu do czasu, robimy  wyjątek i zabieramy się do skubania …zielonej trawki.

 

Gdy tylko wymykamy się do ogrodu, zaraz szukamy tego świeżego smakołyku. Nawet Mała, zanim zacznie polować na jakiegoś gryzonia, musi skosztować ziela.

 

 Świeża i soczysta trawka potrzebna jest do „ wysprzątania” kociego żołądka. Ponieważ taki żołądek jest wypełniony po brzegi, przynajmniej u mnie, to ta zielona potrawa potrafi bardzo skutecznie „ wyrzucić” z niego różne „ śmieci”, które pozostały po rozlicznych przekąskach.

 

kok-trawa-2

Gdzie on się gapi? Trawa jest pod nim!

 

 „Sprzątanie” takie odbywa się po skonsumowaniu trawki, jako takim przetrawieniu jej, a potem…rzyganiu. Nasi opiekunowie nie patrzą na to ostatnie przychylnym okiem. Zwłaszcza, gdy robimy to w domowych pieleszach. Trudno, ale inaczej się nie da.

 

Ja, gdy zabieram się do jedzenia trawki, wybieram źdźbła bardzo starannie. Muszą być soczyste, duże i łatwe do spałaszowania. Dlatego w poszukiwaniu odpowiedniej trawy buszuję uważnie po całym ogrodowym trawniku. Zabiera mi to sporo czasu. Mała nie jest pod tym względem tak wybredna. Łapie pyszczkiem pierwsze z brzegu źdźbło i ekspresowo je zajada. Potem zajmuje się poszukiwaniem bardziej konkretnej przekąski.

 

Trawa ma jeszcze inną role do spełnienia w naszym życiu.

 

Z tego, że ją lubimy bardzo cieszy się Pani, ponieważ może, bez obaw hodować w domu liczne kwiatki. Po degustacji trawy nie mamy już ochoty na próbowanie liści z domowych roślin. Najwyżej trochę pogrzebiemy od czasu do czasu w doniczkach.

 

kot-trawa-1

Luuuzzz!

 

Trawiasty dywan w ogrodzie to nie tylko coś do przekąszenia, ale także fajny sposób na wytarzanie kocich grzbietów. Mała i Ja uwielbiamy takie przyjemności.

 

Dlatego z wielkim utęsknieniem czekamy na każdą wiosnę. Podobnie jak ludzie, chociaż oni nie jedzą trawy.

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 20 2016

Koty bojowe.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Od czasu do czasu, nachodzi każdego, zdrowego na umyśle kota, bojowy nastrój.

 

Wałęsamy się po całym domu podminowani. Wydzieramy pyszczki i mamy pretensje do całego świata. Nawet do naszych opiekunów.

Ja miewam taki nastrój bardzo często. Ponieważ Pana zwykle nie ma w domu a z Panią łączą mnie pewne „ smakowite” relacje, więc całą „ bojową” energię wyładowuję na Małej.

Podchodzę do niej ukradkiem, gdy relaksuje się na dywanie i nagle …”cap” ją zębami w łapę. Kotka, zaskoczona, spogląda na mnie „ spod byka” i też nie pozostaje mi dłużna.

Wali mnie łapą po łepku i kąsa znienacka w brzuszek. Na to ja chwytam pazurami kotkę za kark i wbijam ząbki w jej pełne kłaków ciało.

 Rozlega się fuk i pisk.

 

kot-bojowy

Ale jej dałem popalić!

 

 

Wtedy wchodzi Pani i nas rozdziela. Oddalamy się z Małą na bezpieczną odległość i czekamy. Gdy tylko Pani znika, zadowolona, że „ pogodziła koty”, my znowu rozpoczynamy bójkę.

Podczas kolejnych zmagań, tracimy jednak nieco bojowego ducha.

Zwykle Mała pacnie mnie tylko od niechcenia łapą i wyskakuje na szafę. Tam niestety nie mogę jej dosięgnąć i ona doskonale o tym wie. Spryciara!

Gdy widzę, że Mała jest poza moim zasięgiem, wyładowuję słuszną bojową złość na kocu leżącym na kanapie. Koc wytarmoszony i sponiewierany zostawiam po kilku minutach na dywanie i udaję się do miski z chrupkami.

W końcu, po bójce, każdemu kotu należy się odpoczynek i godny posiłek.

 

kot-bojowy-2

Dobra, już wystarczy.

 

Prawdziwe kocie wojny mają jednak miejsce w ogrodzie.

Tam natykamy się zwykle na jakiegoś wałęsającego się niewiadomo, po co kociego intruza. Ja zazwyczaj widząc takie kocisko tracę bojowy nastrój i uciekam w kierunku domu, biorąc łapy za pas.

Za to Mała nie zna litości. Najpierw,, na widok takiego delikwenta, wygina grzbiecik w łuk, stroszy złowrogo sierść i zaczyna ostro „opieprzać” przeciwnika, prychając ile wlezie.

Potem zaczyna się gonitwa. To znaczy intruz zwiewa a Mała gna za nim, aż ten ze strachu wspina się na drzewo. Wtedy dopiero zbiera się na odwagę i drze pyszczek w stronę bojowo nastawionej kotki.

Gdy awantura im się znudzi, oboje siedzą i obserwują siebie nawzajem waląc ogonami, jedno o trawnik a drugie o gałęzie drzewa.

 

Kocie bójki to niezła gimnastyka. Wiem, że niektórzy ludzie też lubią bójki, ale…

w telewizorze, oglądając boks.

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 13 2016

Różne pozy.

Autor: kategoria: Bez kategorii

Każdy właściciel kota wie, że koci ród uwielbia zabawy.

 

W czasie takich rozrywek, i w wielu innych sytuacjach, zwierzak zwany kotem, przybiera nieraz bardzo zabawne pozy. A to wyciąga się na całą długość kociej osoby, tak, że razem z ogonem przybiera jakieś gigantyczne rozmiary. To znowu zasypia w zadziwiających skrętach lub, jak Mała, w pozie „ na nieboszczyka”.

 

Najlepiej dziwne pozycje, zwane często przez ludzi, nie wiadomo, dlaczego, głupimi kot przybiera wylegując się na dywanie lub innym miłym, a wygodnym podłożu.

 

Nie wiem, z czego wynikają nasze wygibasy, ale dlaczego mam męczyć łepek zastanawianiem się nad tym tematem.

 

Pani nieraz śmieje się ze mnie, gdy podczas zabawy dziwnie się powyciągam. Rozkładam wtedy łapy i „majtam” energicznie ogonem, waląc nim przy okazji o dywan. Czasem też zastygnę głupawo na środku pokoju, obserwując muchę łażącą po ścianie.

 

Wiele razy doprowadzam opiekunów do śmiechu, gdy domagam się jedzenia. Ja nie widzę w tym nic śmiesznego, że muszę osobiście dbać o napełnienie swojego brzuszka. Ale ludzie są tylko ludźmi i czasem śmieją się nie wiadomo, z czego.

 

W czasie tego dbania o jedzonko, zdarza mi się stanąć na tylnych łapach a przednimi opierać się o blat, aby zobaczyć, co się szykuje, na przykład, na kolację. Wtedy właśnie Pani wybucha śmiechem, widząc kota stojącego na dwóch łapach.

 

Za to najlepszą pozą jaką znam jest ta, gdzie, zwinięty w obwarzanek kot, smacznie sobie śpi w fotelu. I taką pozę przybieram najczęściej.

 

Ludziom też wyszłaby ona na zdrowie, gdyby brali przykład ze swojego kota.

 

Galeria kocich póz.

 

co-za-zycie

Czy ja śpię?

baletnica

Kocia baletnica

czy-to-mucha-na-suficie

Mucha na suficie?

gimnastyka

Gimnastyka

koty-rownolegle

Koty równoległe

poza-malej-na-nieboszczyka

Mała w pozie na nieboszczyka

mam-wszystkiego-dosyc

Mam dosyć wszystkiego!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

Na razie brak odpowiedzi

Cze 06 2016

Kocie porządki w kuwecie.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

 Koty to, według ludzi, uosobienie lenistwa. Nic bardziej mylnego!

 

Są czynności, którym my koty poświęcamy dużo uwagi i trudno je nazwać nieróbstwem.

Weźmy, na przykład, sprzątanie kuwety. W naszym przypadku jest to naprawdę zadanie wymagające dużej pracy.

 

Najważniejszy jest początek.

 

Gdy w kuwecie pojawia się nowy żwirek ( a jest go wtedy bardzo dużo), wpadamy w szał pracy. Zaraz jedno z nas wchodzi do wysypanego świeżym żwirkiem przybytku i załatwia to, co musi. A potem następuje wielkie sprzątanie.

 

Hałdy żwirku dają duże możliwości takiego sprzątania. Zanurzamy łapy głęboko, zgarniając metodycznie żwirek do siebie. I tak, obracając się wokół własnej osi i pracując mocno łapami „ budujemy” ze żwirku zgrabny kopczyk. Przy tej czynności jest dużo hałasu i sporo żwirku wysypuje się poza kuwetę. Dla świętego spokoju próbujemy jeszcze go usunąć z podłogi, szorując po niej starannie łapami. Gdy uznamy, że już w kuwecie i wokół niej panuje, doskonały porządek, oddalamy się dostojnie bardzo zadowoleni.

 

Naprawdę WIELKIE SPRZĄTANIE celebruje jednak Mała. Gdy ona zabiera się za porządki to cała kuweta aż się trzęsie a żwirek fruwa wokół, niczym śnieg w zimie w ogrodzie. Słychać też odgłosy takiego sprzątania w całym domu. Zwłaszcza, gdy szał porządków najdzie kotkę, na przykład, o drugiej w nocy.

 

wlazlam

Wlazłam.

zaczynam-sprzatanie

Zaczynam sprzątanie.

uklepuje-co-trzeba

Uklepuję, co trzeba.

chyba-wystarczy

Chyba wystarczy.

 

Nasi opiekunowie dziwnie jednak reagują na widok „ sprzątającego” kota. Pani, na przykład, zaraz udaje się do kuchni po miotełkę. Następnie starannie poprawia to, co my z takim trudem wykonaliśmy. I na dodatek wcale nie ma zadowolonej miny.

 

Ludzi czasami trudno zrozumieć. Gdy nic nie robimy, to nazywają nas futrzanymi leniuchami. A gdy właśnie jakaś pracę wykonujemy, to wcale jej nie doceniają. A nawet wręcz przeciwnie!

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Maj 30 2016

Kot w butach.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Dowiedziałem się niedawno, że ludzie znają bajkę o kocie, który chodził w butach.

 

W naszym domu też jest kot, który upodobał sobie buty. A tym kotem jest Mała.

Kotka, podobnie jak Pani, po prostu te buty uwielbia. Ale Pani nawet nie może się równać z Małą w tej obuwniczej pasji. Zwierzak adoruje buty całym kocim ciałem. Siada na butach, przytula się do tych butów, ociera, liże je i nie wiem, co tam jeszcze wyczynia. Nie można jej czasem od tych butów oderwać. Przesiaduje na nich całymi dniami.

 

Przez to dziwne zainteresowanie potrafi nawet zignorować posiłek. Ja kiedyś też spróbowałem czy takie leżenie na butach jest przyjemne, ale jakoś nie zauważyłem w tym niczego atrakcyjnego.

 

Nasi opiekunowie też nie mogą pojąć skąd u Małej takie dziwne upodobanie do ich obuwia. Nawet nie można usunąć butów z przedpokoju i schować na przykład do szafki, bo Mała zaraz miauczy natarczywie w proteście.

 

Wśród rozlicznych butów należących do Pani kotka szczególnie upodobała sobie letnie białe czółenka. Niestety Pani też lubi te czółenka i wtedy dochodzi pomiędzy „dwiema „ kobietami do dużych nieporozumień na tym tle. Pani, przyszykowana do wyjścia, próbuje wyrwać czółenka, na których wyleguje się Mała, a ta mocno się opiera i „ drze pyszczek”. Pretensje do Pani są wtedy ogromne.

 

kot-w-butach-1

Mała i ” jej” buty.

Już nie raz zdarzało się, że Pani musiała wybierać inne buty, aby gdzieś wyjść.

 

kot-w-butach-2

Kocham was!

 

Ostatnio Mała „przestawiła się” na buty ze sznurowadłami. Gdy, na przykład, słychać w przedpokoju jakieś kocie harce to oznacza, że kotka z uporem próbuje upolować but „ ozdobiony” sznureczkami. Pan już raz musiał kupić sobie nowe sznurowadła do butów, bo ze starych zostały tylko strzępy.

 

Jak widać, kota „w butach” można zobaczyć nie tylko w bajce.

 

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Maj 23 2016

Jadą goście!

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Wszyscy chodzą dzisiaj po domu bardzo podnieceni, nawet my koty.

 

Powód jest dosyć istotny. Spodziewamy się gości!!!

 

Dzisiaj są Pani imieniny i stąd to całe zamieszanie. Od rana urywa się telefon z życzeniami. Pani radośnie dziękuje wszystkim dzwoniącym za życzenia a my bezustannie uprawiamy z Małą zapasy. Taka jest nasza kocia reakcja na rozmowy telefoniczne opiekunów. Ponieważ dzisiaj tych rozmów jest bardzo dużo, jesteśmy dosyć zmęczeni taką aktywnością.

 

W przerwie między telefonami Pani kończy ostatnie przygotowania przed przyjęciem. Polega to na tym, że Pan musi ciągle gdzieś wychodzić lub wyjeżdżać po coś, co jeszcze jest potrzebne i przynosić jakieś dodatkowe naczynia lub serwetki. Wczoraj było jeszcze gorzej, gdy cały dom objęła wielka akcja sprzątania a Pan musiał dwoić się i troić pomagając Pani. Nie obyło się bez zgrzytów! Nawet nam kotom dostało się kilka „ ciepłych” słówek.

Dzisiaj jest znacznie spokojniej a Pani ogranicza się tylko do wydawania krótkich poleceń dla Pana i przygotowań swojej osoby jako solenizantki.

 

My koty poszliśmy w „ odstawkę”. Na szczęście niezupełnie. W miskach coś tam znajdujemy, ale nie ma, niestety, żadnych pieszczot, czułych słówek i innych przyjemności przeznaczonych dla kotów.

 

Stół w zamkniętym salonie ugina się od obecności pysznych potraw. O skosztowaniu tych smakowitości możemy sobie tylko pomarzyć, ponieważ drzwi do tego przybytku są zamknięte przed naszym i Pana łakomstwem.

 

goscie

Już są!

 

Wreszcie zjawiają się goście. Jako pierwszy witam przybyłych ja, dumnie prężąc ogon. Nigdy nie przepuszczam takiej okazji! Zawsze można „załapać się” na trochę pieszczot i miłych słówek, które bardzo lubię. Mała, na widok obcych szybko zwiewa do swoich sekretnych zakamarków. Raczej już się dzisiaj nie pokaże.

Tak, więc wszystkie przyjemności z przybycia gości zgarniam ja.

 

A tych przyjemności jest całkiem sporo. Goście, po przywitaniu się z solenizantką i gospodarzem, szybko skupiają całą uwagę na mojej kociej osobie. Zaczyna się poklepywanie po łepku, przyjemne głaskanie, miłe mówienie o mnie jako o „słodkim i ślicznym kotku”.

Szczególnie uprzejme pod tym względem są Panie. Szkoda tylko, że tak dziwnie pachną. Pani też wydziela taki zapach, gdy się skropi czymś, co nazywa perfumami. Panowie w pieszczotach przeznaczonych dla kota nie są tak wylewni. Bardziej martwią się tym, abym nie uwalał ich spodni swoją sierścią.

 

Za to przy stole jest odwrotnie. Panowie z wielką ochotą odpowiadają na moje natarczywe domaganie się poczęstunku i smakowite kąski z ich talerzy wędrują cichaczem na podłogę, pod mój łakomy nos. Panie niestety są tak zagadane, że bardzo trudno jest, nawet tak upartemu kotu jak ja, skierować ich uwagę we właściwym kierunku.

Gdy już mi pęka brzuszek z przejedzenia, jak niektórym z naszych gości, zaszywam się w zacisznym kąciku. Zwijam się w kłębek na płaszczach gości i błogo zasypiam pilnując tych porzuconych okryć.

 

W końcu kocia gościnność nie może być gorsza od tej, którą przechwalają się ludzie.

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Maj 16 2016

Domowy złodziej.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Niedawno cała rodzina była świadkiem bardzo tajemniczego zdarzenia.

 

Miało ono związek z niedzielnym obiadem. Ponieważ Pani i Pan wybierali się do kogoś z wizytą, obiad miał być nieco wcześniej niż zwykle. Nas koty bardzo ucieszył ten fakt. Nieco szybciej coś nam „ skapnie” z „ pańskiego stołu”.

W oczekiwaniu na „ wyżerkę” zdrzemnąłem się trochę, aby nabrać sił.

Spałem sobie smacznie, gdy nagle zostałem wyrwany brutalnie ze snu przez krzyk Pani. Zaraz pobiegłem „ na pomoc”. W kuchni zobaczyłem jak Pani szuka czegoś gorączkowo na stole. Po chwili, z miną niewróżącą niczego dobrego, zawołała głośno Pana, który tkwił w innym fragmencie domowej przestrzeni.

 

Gdy Pan, po dłuższej chwili, w końcu się zjawił, Pani od razu na niego „ wsiadła”i oskarżyła go o „kradzież” jednej porcji kotleta. Nie przyjmując żadnych tłumaczeń, chciała tylko dowiedzieć się, dlaczego nie poczekał aż kotlet zostanie usmażony, tylko zabrał jeszcze surowy.

Pan, jak to ludzie mówią, „ zbaraniał” i zapytał, gdy w końcu doszedł do głosu, o czym Pani do licha mówi. On nic nie wie o żadnym kotlecie, ani smażonym ani surowym i nawet nie zaglądnął do kuchni. Cały czas siedział w salonie oglądając telewizję.

To się zgadza. Ja spałem obok na fotelu i mogę to potwierdzić. Ale kto tam słucha kota.

Postanowiłem jednak bronić Pana przed niesłusznym oskarżeniem i zacząłem głośno miauczeć, że to, co Pan mówi jest prawdą. Pani jednak kazała mi się zamknąć i wyrzuciła nas obu z kuchni. Oczywiście nie była przekonana do naszych racji.

Po chwili usłyszeliśmy kolejny krzyk dobiegający z kuchni. Szybko poszliśmy dowiedzieć się, co tym razem się stało. I co zobaczyliśmy. Mała siedziała sobie cichutko w kącie za stołem, nieobecna duchem, i kończyła, z błogim wyrazem pyszczka, resztki mięska. Tym mięskiem okazał się poszukiwany przez Panią kotlet.

Na ten widok Pan tylko pokiwał z rezygnacją głową i spojrzał z wyrzutem na Panią.

Pani lekko zmieszana obiecała Panu, że w ramach przeprosin dostanie wspaniały deser a nasz domowy złodziej zaraz dostanie „ opieprz”. Gdy Pan zadowolony poszedł sobie, Pani wzięła Małą na ręce, pogroziła jej palcem a potem powiedziała, że do kolacji kotka nie dostanie już nic do jedzenia.

 

niewinny kot

Jak możecie mnie oskarżać!

 

Też mi kara! Obżarty kotletem zwierzak nawet tego nie odczuje! Mała to ma zawsze szczęście!

Ale kara jej jednak nie minie. Dostanie „ wycisk” ode mnie za to, że nie zawołała mnie do towarzystwa w tej mięsnej uczcie.

Swoją drogą, ciekawe, jaką karę otrzymałbym ja, gdyby ludzie wiedzieli, że „buchnąłem„ kiedyś Panu spinkę do koszuli. I to tuż przed jakiś ważnym wyjściem na służbowe spotkanie.

Ale się wtedy wściekał!

Ja oczywiście nawet nie miałknąłem, że spinka przez chwilę służyła mi za fajną zabawkę, póki nie wpadła pod kanapę i tam nie została. O ile wiem, to do dzisiaj jeszcze jej nie znaleźli!

 

Ludzie uważają kradzież za przestępstwo. My koty jesteśmy pod tym względem bardziej wyrozumiali. Dla siebie!

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

Na razie brak odpowiedzi

Maj 09 2016

Proszaki.

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Koty są znane ze swojej doskonałości.

 

Ze względu na wrodzoną skromność, nie będę tutaj wymieniać wszystkich naszych zalet i umiejętności. Wspomnę tylko o jednej, ale jakże ważnej dla każdego, zdrowego na umyśle, kota.

A jest nią PROSZENIE.

Takie proszenie nie jest łatwym zadaniem. Czynność ta wymaga, od kota starannie przemyślanej strategii i dużej wprawy.

Proszenie najczęściej dotyczy oczywiście jedzonka.

Moje sposoby są w tym wypadku raczej proste, ale barrrdzo skuteczne.

Ponieważ mam doskonały słuch, natychmiast wychwytuję każdy, nawet najcichszy, szmer otwieranej lodówki.

Nie mija sekunda a ja już jestem na posterunku obok tej lodówki i towarzyszę wiernie człowiekowi w jego czynnościach z nią związanych.

Pan w takich wypadkach zwykle próbuje udawać, że mnie nie widzi.

Ale nie ze mną te numery. Zaraz włączam czynności zwane intensywnym łaszeniem się i przymilaniem.

A wszystko to przy akompaniamencie natarczywego i nieustającego mruczenia. W ten sposób Pan nie może zrobić kroku przez plączącego się pod nogami kota. Aby samemu zjeść śniadanie czy inny posiłek, musi się ze mną nim podzielić. Niestety trochę to jednak trwa zanim mi się uda go do tego zmusić.

 

proszaki

A ten na przodzie, co tu robi?

Pani, na szczęście, widząc moje starania, reaguje prawidłowo niemal natychmiast, co mnie bardzo cieszy. Ale ma to też swoje gorsze strony. Pani, dzieląc się ze mną posiłkiem, natychmiast woła do tego podziału Małą. Jestem z tego bardzo niezadowolony. Przecież to ja odwalam całą robotę„ proszaka” a kotka tylko na tym korzysta. A ja jestem stratny dostając mniejszą porcję niż, według mnie, powinienem.

 

Inny efekt „ na proszaka” to pieszczotki.

Z Panem nie bardzo mi to wychodzi. On nie potrafi usiedzieć spokojnie i zanim kot zdąży rozwinąć wszystkie swoje umiejętności Pan znika a kot, na odczepnego, otrzymuje tylko zdawkowe poklepanie po łepku.

Za to Pani…! Ona zawsze ma czas dla kotów, spieszy się w swoim życiu o wiele mniej i zna bardzo dużo sposobów, na rozpieszczanie kota.

Pan próbuje zwalczać u Pani tę umiejętność, twierdząc, że jesteśmy już dostatecznie rozpieszczeni. A nawet, według niego, potwornie rozpuszczeni.

Nie znam znaczenia tego ostatniego słowa, ale nie brzmi ono zbyt pochlebnie dla kotów. Na szczęście Pan nie ma w naszym domu ostatniego słowa, więc my koty niewiele sobie robimy z tego, co mówi.

 

Najlepiej jednak wychodzi nam „ proszenie”, gdy domagamy się wypuszczenia nas do ogrodu.

 Najpierw stajemy w korytarzu, pod drzwiami wejściowymi do domu i dokładnie je obwąchujemy, aby przekonać się, że są to drzwi właściwe.

Potem Ja zaczynam „ drzeć pyszczek” a w ślad za mną idzie Mała. Wśród hałasu, który robimy szukamy wzrokiem kogoś, kto potrafi te drzwi otworzyć.

Taki hałas, my koty nazywamy delikatnym zwróceniem uwagi ludzi na fakt, że chcemy wyjść. Pan nazywa to „ kocim wydzieraniem się” i z wielką ulgą „wyrzuca” nas na zewnątrz mając nadzieję na chwilę spokoju.

 

Ja widać bycie kocim „ proszakiem” nie jest wcale takie łatwe. A czasem nawet bardzo trudne, gdy ma się do czynienia z niektórymi ludźmi.

 

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Maj 02 2016

Ale wpadka!

Autor: kategoria: Bez kategorii

 

Czasem kot, tak jak każdy zwierzak, ma coś na sumieniu.

 

Małej zdarzyło się to dzisiaj.

A było to tak.

Pani postawiła w przedpokoju krzesło, aby coś wyciągnąć z pawlacza na szafie. Na krześle było położone gustowne siedzisko z tkaniny, które Pani zapomniała ściągnąć.

I to był jej wielki błąd.

Mała, gdy tylko zobaczyła, że na krześle leży tkanina, natychmiast, pod chwilową nieobecność Pani, postanowiła zrobić to, co zwykle robi w kuwecie. Po takiej wizycie na siedzisku pozostała duża, okrągła i bardzo mokra plama. Plama miała także i inną właściwość, czyli „zajebisty” zapaszek.

 

tosia-w-oknie

Ja nie wiem, co się w tym domu dzieje!

Pani, zajęta swoimi sprawami, początkowo niczego nie zauważyła. Ale z czasem, kręcąc się po domu, coraz częściej pociągała nosem, jakby czemuś się dziwiąc. Ja niestety nie mogłem pomóc w tym „dziwieniu się”, bo nie znam języka ludzi.

Wreszcie Pani przestała pociągać nosem i „namierzyła” tę nieszczęsną woń.

Oczywiście zaraz domyśliła się czyja to sprawka. Winowajczyni jednak tajemniczo ulotniła się z pola widzenia. Nie było czasu na szukanie kotki. Trzeba było pilnie zająć się „ zalaną” tkaniną, ściągając ją z krzesła i wrzucając do piorącej maszyny.

Mała, gdy Pani była w łazience, wyszła z kryjówki i pognała do miski z chrupkami. Widocznie zgłodniała po swoim wyczynie. Ja też zgłodniałem, obserwując całe zdarzenie i pognałem za nią.

Gdy Pani skończyła „ zacierać ślady” niecnej działalności Małej a wyprana tkanina wisiała  sobie spokojnie, schnąc w łazience, Mała nawinęła się Pani na oczy. Zaraz wyobraziłem sobie, jaka bura czeka kotkę za tę „wpadkę”z sikaniem na to, co nie trzeba.

I tutaj nastąpiło moje WIELKIE rozczarowanie.

Zamiast być świadkiem reprymendy otrzymywanej przez Małą, zobaczyłem jak Pani tylko lekko pogroziła jej palcem i zaraz przytuliła futrzaka do siebie.

Ta kotka ma jednak jakiś niezwykły urok, który „ rzuca” na opiekunów tak, że wszystkie „ wpadki” uchodzą jej na sucho, nawet wtedy, gdy te wpadki są mokre.

 

Może i ja powinienem kiedyś wypróbować na ludziach jakąś moją „wpadkę”?

 

Kopiowanie i rozpowszechnianie treści niniejszego bloga bez zgody autora jest zabronione zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04 lutego 1994 roku ( Dz.U.06.90.631 jt. z późniejszymi zmianami ).

 

 

Na razie brak odpowiedzi

Nast »